Niedzielny misz masz

Niedzielny misz masz

Kiedyś bardzo nie lubiłam niedzieli. Zwiastowała nadejście poniedziałku plus w małym mieście, w którym się wychowałam, nie miała zbyt wiele do zaoferowania w kwestii rozrywki. Teraz doceniam ten dzień coraz bardziej. Mam czas nadgonienie zaległości filmowych i książkowych, do niczego się nie zmuszam i robię to na co mi aktualnie przyjdzie ochota. Czasem jest do dwudziestominutowy bieg, czasem wypad do Manu, a innym razem przyklejenie czterech liter do kanapy na pół dnia. Dla zdrowia psychicznego zostawiam sobie niedzielę na bycie dla siebie pobłażliwą i nie karcę się w myślach za lenistwo. Tak jest lepiej. 

Mróz dzisiaj nie sprzyja zajęciom na zewnątrz więc wybrałam opcję bardziej kanapową. Przeglądam sobie różne strony i planuję zakupy, które muszę zrobić w niedalekiej przyszłości. Odkąd zaczęłam sporządzać sobie takie listy zakupów coraz rzadziej zdarza mi się popełniać błędy. Zastanawiam się co jest mi tak naprawdę potrzebne, szukam ewentualnych promocji, porównuje ceny w różnych sklepach i dopiero potem idę w konkretnym celu. 

Ostatnio będąc w ALDO usłyszałam krótką wymianę zdań atrakcyjnej pary. Taką, która jest prowadzona na całym świecie codziennie niezliczoną ilość razy. Chłopak zniecierpliwiony niezdecydowaniem swojej dziewczyny oznajmij jej:  "ja wiem po co przyszedłem dzisiaj na zakupy, a Ty sama nie wiesz czego chcesz". Był w błędzie dziewczyna bardzo dobrze wiedziała czego chce. Chciała sobie coś kupić i jestem prawie pewna, że jeśli nie wyszła tego dnia ze sklepu z pustymi rękami to zakup nie był strzałem w dziesiątkę. No chyba, że kupiła klasyczne czarne szpilki lub baleriny. 

Mam w planach zakup tego kremu KLIK. Noszę się z tym już od dłuższego czasu, bo ponad 100 złotych za krem to dla mnie kosmos. Niestety jednak cena kremu rośnie chyba proporcjonalnie do wieku a ja czuję, że nadszedł ten przykry moment kiedy potrzebuje wytoczyć cięższe działa. Co prawda wczoraj kupując alkohol na imprezę, którą organizowałam zostałam poproszona o dowód, ale to niestety raczej zasługa mojego stroju niż świeżego wyglądu nastolatki :/. W każdym razie zdecydowałam się, na LRP nigdy się nie zawiodłam więc mam nadzieję, że kasa nie pójdzie w błoto. 

Mam dzisiaj w planach dokończyć "Lekcje Mademe Chic". Skończyłam już rozdział o podejściu Francuzek do diety i sportu. Jeśli miałabym je określić w jednym słowie powiedziałabym, że jest zdrowe. Wg Jennifer L. Scott kobiety z Francji akceptują swoją budowę i nie zawracają sobie głowy myślami w stylu "a gdybym miała węższe biodra", kochają jeść, celebrują posiłki, ale UWAGA nigdy nie podjadają. Podjadanie po prostu nie jest chic. O ile te rzeczy są mało zaskakujące, to zdziwiło mnie to, że Francuzki nie chodzą na fitness i nie ćwiczą. Sprzątają mieszkanie, wchodzą po schodach a sprawy załatwiają na piechotę, nawet jeśli muszą przejść spory kawałek. Ogólnie rzecz biorąc są bardzo zajęte i ruszają się przy okazji.  

Oczywiście porad zawartych w książce nie traktuję śmiertelnie poważnie. W końcu to lekka i miła lektura na niedzielne popołudnie. Uciekam zrobić sobie małą kawę i zabieram się za czytanie. 

Miłej niedzieli ...

www.penisa.pl www.leczenie-grzybicy.pl www.candida-albicans.org